Sport, a wychowanie

Wychowanie dzieci tak, by wyrosły na odpowiedzialnych dorosłych, nie jest zajęciem łatwym. Trzeba wzmacniać w nich zarówno pewność siebie i poczucie własnej wartości, jak i szacunek do świata. Jeśli oprzemy ciężar wychowania nie tylko na szkole czy rodzicach, ale dodamy do tego równania sport, dziecko będzie miało niepowtarzalną okazję nauczyć się systematyczności, dyscypliny, a także – co najważniejsze i zapewne najbardziej też zaskakujące – przegrywania.

Dzieci często mają trudność w radzeniu sobie z porażkami. Otrzymanie oceny niedostatecznej w szkole zazwyczaj wiąże się z krytyką nauczyciela i, często, okazaniem rozczarowania przez rodziców. Pochwałę dostają jedynie przy piątce. Co więcej, słyszą przy tym, że jedynki nigdy nie powinny się pojawiać, bo przecież zawsze stać je na piątki, z każdego przedmiotu.

Tymczasem nauczenie dzieci, że każdy ma prawo popełniać błędy, jest niezwykle ważne z perspektywy ich dorosłego życia. Nikt nie jest idealny; nie zawsze zajmuje się pierwsze miejsce na podium; czasem warto pozwolić wygrać komuś innemu, bo to jest najlepsze wyjście z danej sytuacji; czasem warto odpuścić samemu sobie, by przestać czuć ciągłą presję.

Dzięki temu zarówno nauczą się zdrowej rywalizacji, jak i później osiągną sukces w życiu. Sukces bowiem bardzo rzadko osiąga się za pierwszym razem. Jeśli dzieci tego nie zrozumieją za młodu, szybko poddadzą się w obliczu porażki. Tymczasem muszą próbować i próbować, i próbować. Podnosić się za każdym razem, wierząc, że póki jest czas, jest szansa.

Sport właśnie tego uczy. W zawodach biegów przełajowych dziecko za pierwszym razem dobiegnie do mety na szarym końcu. To nic – najważniejsze, że wzięło udział, że spróbowało. Następnym razem poprawi swój wynik. Pobiegnie szybciej. Za którymś razem stanie na podium. Za jeszcze kolejnym – otrzyma złoty medal.

Aktywność sportowa nie tylko pozwala zaakceptować porażkę i przekuć ją w zwycięstwo, ale pokazuje, że aby tego dokonać, potrzebna jest dyscyplina i systematyczność w treningach. A to z kolei kształtuje silną wolę.

Treningi oczywiście powinny kojarzyć się z dobrą zabawą i z przyjemnym spędzaniem czasu, a nie z przymusem, ale też nie można dopuścić do tego, by każda, obojętnie jaka wymówka pozwalała na opuszczenie zajęć. Deszcz za oknem nie stanowi przeszkody, żeby wyjść z domu. Lekki kaszel również nie. Gorączka – już tak, wtedy lepiej zostać w łóżku. W końcu przecież żadne ekstrema nie są dobre.

Zajęcia sportowe nie powinny się też odbywać po szkole codziennie. Dziecko powinno mieć czas na rozwijanie innych zainteresowań, na odrabianie pracy domowej, na dokończenie ulubionej książki, a nawet na zwykły odpoczynek. 2-3 razy w tygodniu jest złotym środkiem, wystarczającym, by zainteresować już kilkuletnie dziecko daną dyscypliną i zarazić je pasją do sportu. Co więcej, dobrze byłoby pokazać mu, jak szeroki ma wachlarz możliwości. Zabrać je na początku na kilka różnych zajęć – na tenis, na basen, na piłkę nożną, ręczną, unihokej… Pozwolić dziecku podjąć decyzję samodzielnie. Jeśli będzie błędna, pozwolić mu również na jej zmianę. Oczywiście, kilkulatek będzie potrzebował w tym pomocy, ale już dwunastolatek sam może dokonać w miarę świadomego wyboru.

Najważniejsze, by trening nie kojarzył się z płaczem i krzykami przed każdym wyjściem, a z podekscytowaniem i radością. Tylko wtedy dzieci będą w stanie wyciągnąć ze sportu wszystkie właściwe lekcje o niepoddawaniu się, o determinacji, o radzeniu sobie z porażką i o przewadze dyscypliny nad motywacją. A przy okazji zażyją trochę – tak potrzebnego przecież – ruchu.

Wróć