Co zrobić, kiedy dziecko nie lubi sportu?

Nadal pokutuje przekonanie, że dzieci mają w genach zamiłowanie do aktywności ruchowej i zwisania na trzepakach głową w dół. Niestety, w dzisiejszych czasach jest z tym coraz gorzej – czas spędzany na podwórku z rówieśnikami jest powoli zastępowany przez czas spędzany przed komputerem lub telewizorem. Co więcej, rodzice zazwyczaj na to pozwalają, usprawiedliwiając brak jakiejkolwiek aktywności fizycznej zmęczeniem dziecka po szkole.

Oczywiście, jest to racjonalne wyjaśnienie i faktycznie, nie mówimy tutaj o zmuszaniu dziecka do aktywności pozaszkolnej 7 dni w tygodniu. Każdy, niezależnie od wieku, ma prawo do wypoczynku, nawet jeśli jest to typowa leniwa niedziela spędzona w łóżku.

Jednakże… cóż, powiedzenie „ruch to zdrowie” nie wzięło się znikąd. Przynajmniej 2-3 razy w tygodniu dziecko powinno spędzać godzinę lub dłużej na nogach, biegając za piłką czy próbując zdobyć czarny pas w karate. Co jednak zrobić, gdy nasza pociecha sportu po prostu… nie lubi?

Możemy zacząć od wspólnej zabawy. Jeśli nie udaje nam się odciągnąć dziecka od kontrolera, nie wyrywajmy mu go siłą. Dołączmy do małego uparciucha, a jednocześnie sprawmy, że siedzenie na kanapie zamieni się w aktywność ruchową z prawdziwego zdarzenia. Na pewno słyszeliście o Just Dance – zaskoczeniem jednak może być fakt, że mamy o wiele większy wybór, jeśli chodzi o familijne gry sportowe dostępne np. na PlayStation. Taka zabawa całą rodziną sprawi, że ruch przestanie być kojarzony z nudą, a zacznie z rozrywką.

Kolejnym sposobem byłoby wybranie wspólnej aktywności na świeżym powietrzu. Takiej, która Wam wszystkim przyniesie jak najwięcej radości (zwłaszcza, jeśli jest dostosowana do pory roku i nie trzeba dopiero rozgrzewać się w jej trakcie, a marznąć przez cały początek). W wakacje można udać się na basen, na wiosnę/jesień – na kort tenisowy czy ściankę wspinaczkową, a w zimę chociażby na łyżwy.

Jeśli Wasze dziecko już w miarę przekonało się do sportu, można wprowadzić w życie następny punkt naszego planu, a mianowicie – zapisanie go na zajęcia sportowe. Jednak nie na byle jakie, nie na pierwsze z brzegu! Na zajęcia, na które będzie mogło chodzić ze znajomymi lub z rodzeństwem. Nie zmuszajmy na początku dziecka do uczęszczania na zajęcia, na których będzie dodatkowo mierzyło się jeszcze ze stresem, spowodowanym poznawaniem nowych osób. Obecność przyjaciół zmieni trening w zabawę i uczyni naukę danej dyscypliny sportowej czymś, z czego można się pośmiać przy okazji popełnianych błędów, zamiast się ich wstydzić.

Ostatnim krokiem byłaby pomoc w odnalezieniu dziecku jego prawdziwej, sportowej pasji. Pozwalajmy mu eksperymentować. Niech w jednym tygodniu wybierze się na jazdę konną, w drugim na karate, w trzecim niech rozegra z kolegami mecz piłki nożnej.

Ważne jest, by po prostu nie narzucać niczego na siłę. Częstym błędem, jaki popełniają rodzice, jest podejmowanie decyzji za dzieci lub, co gorsza, wybieranie dziedziny sportu ze względu na własne upodobania czy też wiązane z tym nadzieje na przyszłość.

Pozwólmy dzieciom być dziećmi. Niech czerpią radość ze sportu, niech się nim bawią, niech rozwijają skrzydła w tym, czym czują się dobrze one same. Nie w tym, w czym my chcemy, żeby się dobrze czuły. Tylko w momencie, gdy sport staje się ich pasją i hobby – tylko w tym momencie jest szansa, że dobre nawyki, które utrwalą w dzieciństwie, pozostaną z nimi na całe życie. Co więcej, może się okazać, że te nawyki pozostaną też razem z nami. Wspólna zabawa z dziećmi jest przecież możliwością spędzenia czasu w rodzinnym gronie – a takich okazji jest coraz mniej w dzisiejszym, coraz bardziej zapędzonym i zajętym świecie.

Wróć